wtorek, 5 marca 2013

Story 1

Rano obudził mnie telefon. Usłyszałam dziki dzwięk mojego dzwonka.
- Halo ? - powiedziałam zaspanym głosem
- Dziewczyno! Gdzie ty jesteś czekam na ciebie od 30 min. na lotnisku za 20 min. masz samolot ! - krzyknął kobiecy głos. Dopiero potem się skapnęłam że to Lili.
- Co jaki smolo... O kurwa ! - krzyknęłam
- Tak nakrzycz sobie a nie się ubieraj - usłyszałam z sarkazmem. Dzisiaj miałam wylecieć do USA. Szybko wstałam, ogarnęłam się i wybiegłam z domu. Nie miałam jeszcze prawa jazdy więc pobiegłam na pobliski postój taksówek i krzyknęłam żeby kierowca się pośpieszył na lotnisko. Załadowałam do bagażnika tory i ruszyliśmy. Dojechałam na lotnisko po jakiś 5 min. Wzięłam bagaż i pobiegłam do rejestracji. 
- Je suis dans un avion pour les Etats-Unis. - powiedziałam co oznaczało "Ja na samolot do USA" Babka szybko zobaczyła bilet i skierowała mnie do samolotu.. Nienawidziłam tego "przewożenia" bagaży przez bramkę. Zawsze się bałam że zapika. Lili do mnie zadzwoniła ale jej nie było. Za chwilę ktoś podszedł mnie od tyłu. 
- Siemka ! - krzyknęła
- O siema siema - powiedziałam
- Ja lecę 2 samolotem za godz. Tylko się nie zgub. Dolecę do ciebie - powiedziała. Ona też leciała do USA ale na inne studia nie takie jak ja.
- Spoko. Ja lecę papa- krzyknęłam odchodząc. Za jakieś 5 min. weszłam do samolotu
S'il vous plaît attachez vos ceintures et éteindre les appareils électriques. nous nous déplaçons - odezwała się babka stewardessa "Proszę zapiąć pasy i wyłączyć urządzenia elektryczne. Ruszamy ". Za chwilę samolot zaczął się trząść i ruszyliśmy. Gdy byliśmy już w powietrzu napisałam so Lili
*rozmowa*
- Juz lecimy jest fajnie [zdj. :wysłane]  - wysłałam jej zdjęcie w samolocie
- Łołoło to fajnie :) - odpisała
- No tylko szkoda że ciebie koło mnie nie ma. Ale spotkamy sie za godz. ; ) - odpisałam
- Pewnie musze konczyć... Bramka -,- - odpisała. Ja już postanowiłam jej nie odpisywać bo wiedziałam że przechodzi przez bramkę. Nagle samolot zaczął się strasznie trząść
- Spokojnie to tylko turbulencję - uspokajała nas stewardessa. Nagle usłyszeliśmy głos kapitana. 
- Musimy lądować awaryjnie w Londynie. Przepraszamy za kłopoty. Proszę zapiąć pasy i wyłączyć urządzenia elektryczne lądujemy - powiedział. Bałam się jak diabli. Nie raz przecież słyszano o tych katastrofach samolotowych. Ale my na szczęście tylko z drobnymi utrudnieniami wylądowaliśmy na lotnisku w Londynie. Kazano nam przejść do budynku. Nie wiedziałam co robić. Usiadłam na zniszczonym niebieskim krzesełku i rozmyślałam. Nagle koło mnie usiadła starsza pani w kapeluszu. 
- Dzień dobry - powiedziała
- Dzień dobry - odpowiedziałam z utrudnieniami bo nie znałam dobrze języka angielskiego.
- Jak się nazywasz ? Ja Lucynda Mc Royald.
- Ja Sara Revs - odpowiedziałam. Kojarzyłam jej nazwisko 
- Sara Revs? Córka Amy i Harry'ego Revsów. - spytała ze zdziwieniem
- No tak. Skąd pani o tym wie ?- zapytałam zdziwiona
- Dziecko ja jestem siostrą twojej matki. - odpowiedziała z uśmiechem. No rzeczywiście matka opowiadałam mi o jakiejś tam ciotce w Londynie ale nie wiedziałam że to ona.
- Co ty tu robisz ? - zapytała
- Ladowaliśmy awaryjnie bo miałam jechać na studia do USA ale niestety ... - odpowiedziałam
- I nie masz gdzie zamieszkać ? - zapytała 
- Dokładnie... - odpowiedziałam
- Chodź ze mną. Słyszałam że nie wiadomo kiedy będzie zastępczy samolot więc chodź. Zapoznasz się z moim bratankiem bo dzisiaj do mnie przyjeżdża. Ty masz ile lat. - zapytała
- Osiemnaście - odpowiedziałam
- U ale z ciebie lalka. ja ciebie wiedziałam jak miałaś 2 miesiące. On ma 19 lat. No to prawie jak ty. A gdzie ty miałaś dokładniej polecieć ?
- Do Louisiany. - odpowiedziałam
- Uuu kochana tutaj tak rzadko samoloty kursują do Louisiany że nie wiem - powiedziała z uśmiechem i zaciągnęłam mnie do samochodu. Jechaliśmy dość długo po z 30 min. Za chwilę stanęliśmy przed wielkim domem. Ona weszła do środka a ja za nią
- Chodź za mną - powiedziała i zaprowadziła mnie do pokoju. No nie ma co był śliczny ....
- To twój pokój tymczasowy a ja zadzwonię do matki. - powiedziała. Za chwilę "ciotka'' wyszła i gadała perfekcyjnie z mamą po francusku. Zdziwiłam się . Za chwilę Lucy dała mi telefon
*rozmowa*
- Halo ? 
- Dziecko nic ci nie jest ? - zapytała zdenerwowana mama
- Nie mamo nic. - odpowiedziałam
- Wiesz co ja coś zobaczę. Zaraz oddzwonię - powiedziała i się rozłączyła. Ja oddałam telefon Lucy i położyłam sie na łóżku. Za chwilę mama zadzwoniła na mój.
*Rozmowa*
- Daj mi Lucynde - powiedziała mama 
- Ciooooociuuu !!! - zawołałam
- Słucham ? 
- Mama - powiedziałam i podałam ciotce telefon. Zaczęły o czymś gadać nie wiedziałam o czym ale podejrzewałam że tu chodzi o mnie. Na pewno chodzi o mnie 
- Sara mama chce żebyś ....
___________________________________________

No i jak ^^ Hehe :P 
Mam nadzieję że sie podoba :D :D 

2 komentarze:

  1. Ogólnie rozdział fajny, pomysł boski :D ale mogłabyś bardziej to wszystko opisywać wiesz? byłoby na pewno ciekawiej :)
    Bardzo dziękuję za komentarz u mnie i bd do cb zaglądać!
    http://nika-my-life.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Za miłe komentarze bardzo dziękuje.
To na prawdę motywuję :)